Takie jest zycie. Nie ma szczesliwych zakonczen. Nie ma odwracania stron w napieciu, ktore jest oczekiwaniem na pewne, radosne spelnienie oczekiwan. Moze dlatego uciekam w ksiazki? Kazda z nich zostawia mnie troche inna, troche szczesliwsza na chwile, zzyta z bohaterami, do ktorych zaczynam sie usmiechac w myslach. A potem mysle o autorze i jak wiele z jego/jej zycia jest w bohaterce glownej. Moza nawet napisze do takiej osoby? Podziekowac, ze kilka godzin fikcji, ktora odrywa mnie od codziennosci. Za kilka godzin cholernej uludy, ktora tylko utrudnia mi godzenie sie z tym, ze jest inaczej w zyciu.
Nikt juz nie czyta tego bloga, bo tez nikt na nim juz nie pisze :) Proste. Moze jeszcze kiedys zaczne o czyms ale na ta chwile, stwierdzam po prostu, ze nie warto. Nie ma sensu. Wszyscy mnie olali, a moze wszystkich ja olalam. Nie wiem, pewnie dziala w obie strony, ale mam dosc bycia sprawiedliwa, rozwazajaca argumenty z obu stron. Teraz czas na mnie. Nie wiem jeszcze co to znaczy, ale najwyzsza pora zrobic cos dla siebie. I komu sie nie podoba, to trudno.
Mam duzo gorzkich przemyslen. Czesciowo wynikaja z tego, ze afrykanski wirus uziemil mnie w lozku i nie pojechalam do Szkocji sie wspinac na Ben Nevis'a. Szlag mnie trafi.
Czesciowo przemyslenia sa wynikiem wielu innych spraw, ktorych lepiej nie analizowac publicznie.
Zeszly tydzien to druga podroz do RPA, czyli Johannebsurg i Cape Town. Przepiekna pogoa i bardzo turystyczny weekend w CPT. Zdjecia opublikuje wkrotce tradycyjnie na picasa.
Musze przyznac, ze Afryka wciaga. Pomimo wszystkiego cos w tym kraju mnie namagnesowalo. Podoba mi sie to, ze wszyscy sa bardzo proud. Podoba mi sie slonce, energia i radosc. Nie podoba mi sie naciaganie, kultura pieniadza i poczucie zagrozenia fizycznego. Strasznie bym chciala miec tam wiecej znajomych. Na razie mam zaczatki znajomosci w Johannesburgu i to jest strasznie mile. Zdecydowanie jest lepiej niz w USA pod tym wzgledem.
Afryka stanowi dla mnie odkrycie totalne, pod niemal kazdym wzgledem. Moze dlatego jest tak fascynujaca? Polubilam biltong (suszona wolowine), zakochalam sie w winach (Stellenbosch) i okazalo sie, ze maja bardzo dobre wypieki (Fournos). Przepiekne przestrzenie i dzikie krajobrazy. Mieszanina ras i kolorow oczu, wlosow, skory. Cokolwiek bym nie myslala, czarni maja bardzo atrakcyjna urode i swietnie sie ich fotografuje.
Poszlam na spacer ulicami. Bylam jedyna biala osoba, ktora widzialam... Czy czulam sie z tym dobrze? Nie. Czulam sie niepewnie. Ale schowalam sobie strach do kieszeni. I szlam dalej. Targowalam sie na rynku i w sklepie. To tylko takie pierwsze proby. Mam nadzieje, ze nastepnym razem posune sie dalej. Podrozowanie w pojedynke jest w takich miejscach dla mnie hardcorem.