RSS
środa, 02 czerwca 2010
Fotoreportaze Z Afryki
Zapraszam zainteresowanych do ogladania nowych zdjec z Afryki i nie tylko.

www.picasaweb.com/dofekus

i poniewaz juz mi nie starcza tam miejsca:

www.tinyurl.com/dofekus

00:16, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 maja 2010
Hasta luego!
Dochodze do wniosku, ze moj blog zmienia sie w cos rodzajem publicznej wiwisekcji (ktora czytaja pewnie juz tylko przypadkowe trafienia wyszukiwarek).  Zatem mysle sobie, ze sprobuje jakis nowy projekt uruchomic. 
 
Ze zmiennym szczesciem pisalam na tej stronie jakies 3-4 lata. Czas na cos nowego. To juz nie jest pamietnik emigrantki. Moje wypowiedzi malo maja z tym wspolnego. Czas na cos bardziej osobistego gdzie indziej. Tak, to dobry pomysl na dzisiaj :)

Nie zamykam ani nie zegnam. Mozliwe, ze jeszcze tu wroce - kto wie. 

Uruchomilam nowy projekt - kto zainteresowany prosze o maila lub zostawienie komentarza z adresem zwrotnym.
13:22, dszymanska
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 maja 2010
Down

Takie jest zycie. Nie ma szczesliwych zakonczen. Nie ma odwracania stron w napieciu, ktore jest oczekiwaniem na pewne, radosne spelnienie oczekiwan. Moze dlatego uciekam w ksiazki? Kazda z nich zostawia mnie troche inna, troche szczesliwsza na chwile, zzyta z bohaterami, do ktorych zaczynam sie usmiechac w myslach. A potem mysle o autorze i jak wiele z jego/jej zycia jest w bohaterce glownej. Moza nawet napisze do takiej osoby? Podziekowac, ze kilka godzin fikcji, ktora odrywa mnie od codziennosci. Za kilka godzin cholernej uludy, ktora tylko utrudnia mi godzenie sie z tym, ze jest inaczej w zyciu.

Nikt juz nie czyta tego bloga, bo tez nikt na nim juz nie pisze :) Proste. Moze jeszcze kiedys zaczne o czyms ale na ta chwile, stwierdzam po prostu, ze nie warto. Nie ma sensu. Wszyscy mnie olali, a moze wszystkich ja olalam. Nie wiem, pewnie dziala w obie strony, ale mam dosc bycia sprawiedliwa, rozwazajaca argumenty z obu stron. Teraz czas na mnie. Nie wiem jeszcze co to znaczy, ale najwyzsza pora zrobic cos dla siebie. I komu sie nie podoba, to trudno.

Mam duzo gorzkich przemyslen. Czesciowo wynikaja z tego, ze afrykanski wirus uziemil mnie w lozku i nie pojechalam do Szkocji sie wspinac na Ben Nevis'a. Szlag mnie trafi.

Czesciowo przemyslenia sa wynikiem wielu innych spraw, ktorych lepiej nie analizowac publicznie.

Zeszly tydzien to druga podroz do RPA, czyli Johannebsurg i Cape Town. Przepiekna pogoa i bardzo turystyczny weekend w CPT. Zdjecia opublikuje wkrotce tradycyjnie na picasa.

Musze przyznac, ze Afryka wciaga. Pomimo wszystkiego cos w tym kraju mnie namagnesowalo. Podoba mi sie to, ze wszyscy sa bardzo proud. Podoba mi sie slonce, energia i radosc. Nie podoba mi sie naciaganie, kultura pieniadza i poczucie zagrozenia fizycznego. Strasznie bym chciala miec tam wiecej znajomych. Na razie mam zaczatki znajomosci w Johannesburgu i to jest strasznie mile. Zdecydowanie jest lepiej niz w USA pod tym wzgledem.

Afryka stanowi dla mnie odkrycie totalne, pod niemal kazdym wzgledem. Moze dlatego jest tak fascynujaca? Polubilam biltong (suszona wolowine), zakochalam sie w winach (Stellenbosch) i okazalo sie, ze maja bardzo dobre wypieki (Fournos). Przepiekne przestrzenie i dzikie krajobrazy. Mieszanina ras i kolorow oczu, wlosow, skory. Cokolwiek bym nie myslala, czarni maja bardzo atrakcyjna urode i swietnie sie ich fotografuje.

Poszlam na spacer ulicami. Bylam jedyna biala osoba, ktora widzialam... Czy czulam sie z tym dobrze? Nie. Czulam sie niepewnie. Ale schowalam sobie strach do kieszeni. I szlam dalej. Targowalam sie na rynku i w sklepie. To tylko takie pierwsze proby. Mam nadzieje, ze nastepnym razem posune sie dalej. Podrozowanie w pojedynke jest w takich miejscach dla mnie hardcorem.

14:00, dszymanska
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 maja 2010
Zululand - dzien 4 mojego pobytu w Joburg'u

Jakos nikt sie mna nie interesuje. Zatem zajelam sie soba sama. Wynalazlam sobie agencje turystyczna z misja i spedzilam dwa dni zwiedzajac Johennesburg. I niech mi ktos powie, ze nie ma tu czego ogladac!!! Oczywiscie, dla tych co lubia ladne i estetyczne - niekoniecznie. Ale dla takich co jak ja doceniaja naturalne i oryginalnie prawdziwe - mmmm. Otoz, wczoraj zjechalam cale Downtown. I naprawde, nie sadze bym poszla tam sama, tzn. bez towarzystwa czarnych. Nie bede pisac ilu bialych widzialam tam, bo pamietam jedynie jedna blada twarz w czarnym morzu. Nie patrza na mnie przyjaznie, probuja mi cos ciagle sprzedac. Wygladaja groznie i agresywnie, co poteguje ich wyglad i wielkie czarne oczy. Brudno. Obdrapanie.  Ale wiezowzce i banki sa wszedzie. Ze szkla i stali. Kontrast na kontrascie. Wiele budynkow ex-bankowych pozostalo pustych gdy Barclays bank wyniosl sie z SA ze wzgledu  na jakis skandal w ktory byl zamieszany. Budynki te zostaly natychmiast zamieszkane przez mnostwo squatersow.

Czarny market, 35% oficjalnego bezrobocia, ale ci niby bezrobotni pracuja na czarno, handluja na rynkach mniej lub bardziej legalnych. Kupic mozna wszystko. Ukrasc tez.

Przygnebiajace i dewastujace muzeum apartheidu, wiezienie i rezydencja Nelsona Mandeli. Ilez historii mam do odkrycia!

Dzis Soweto. Bongani, nasz przewodni ma 28 lat. Jest bardzo dobrze wyksztalcony i niesamowicie sympatyczny. Jedziemy do slumsow. Mam szczescie podpiac sie pod mila wycieczke czterech starszych pan z Australii, dwie z nich z pochodzenia z Polski. Urocze. Przelamuja lody wszedzie i ze wszystkimi. Chodzimy po slumsach. Te spojrzenia nienawistne i zawistne. Ta bieda, ten smrod, ten brud i syf i... sznury prania. Niekonczace sie lancuchy upranych spodni, koszul, majtek i przescieradel.

Pijemy lokalne piwo robione domowym sposobem smauje metalicznie i drozdzami. Miejscowy pub to buda z blachy czarna od dymu z ogniska - w slumsach nie ma pradu, gazu ani ogrzewania nie mowiac o biezacej wodzie czy kanalizacji. Prad sie kradnie jak mozna. cdn

23:56, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 kwietnia 2010
Johannesburg - dzien 1

Pierwszy dzien w RPA minal tak jak.. kazdy inny. Nocny 11 godzinny lot z LHR do JNB. Pierwsze co mnie uderza w biznes klasie w British Airways to to, ze jest to meski swiat. Samolot jest zuzyty, nie nosi znamion swiezosci i czystosci. Jedzenie jest do banii. Ale dolecial i mozna sie polozyc co jest mile. Obejrzalam wreszcie Up in The Air. I no coz, identyfikuje sie ze stylem zycia bohatera. Poniekad oczywiscie.

Lazienka wielkosci mojej szafy w ktorej nie ma nic miejsca. I jak ja mam sie tu przebrac?!

Na przejsciu granicznym wklejaja mi pozwolenie pobytu na 30 dni, walizka juz na mnie czeka i kierowca tez. Wiezie mnie w korku przez godzine do biura. Opowiada o Joburgu. Rozgladam sie ciekawie. Jak tu zielono! Jaka roznorodnosc, powietrze pachnie latem, na horyzoncie unosi sie warstwa smogu. Nad miastem.

- Tam jest downtown, tam nie jezdzimy. Tu jest zjazd na London Road, tam tez nie jezidzmy. Same RDV i car hijacking.

*RDV - redevlopment houses - domy ktore rzad stawia dla biedoty, z cegly, dwie izdebki.

Na ulicach mnostwo samochodo kazdego kalibru. ROzlatujace sie ciezarowki wielokosci wszelakiej i bentley'e, astony martiny, BMW. Te gorsze samochody psuja sie na srodku drogo i tam stoja. Inne wioza po 10-20 ciemnoskorych upchnietych jak sardynki. Albo Kubanczycy.

Mnostwo czarnych.

- Po ulicy nie chodzisz sama. Wszystko zalatwiasz z hotelu, lub jedziesz taksowka.

Za oknem dra sie w nieboglosy jakies ptaki. Po kolazji z homara padam na lozko. Prosto z samolotu caly dzien spotkan, kilka spiec na dzien dobry. Ta kultura jest dosc wymagajaca. I bezposrednia. Musisz sie nauczyc bronic. Od razu.

22:36, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67

Moje Zdjecia - NOWA GALERIA


View Dorota Szymanska's profile on LinkedIn
Zobacz mnie na GoldenLine


Locations of visitors to this page

Add to Technorati Favorites


Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes