RSS
sobota, 31 marca 2007
Cima day 4

Zeby nie bylo - piszac w poprzednim poscie Europa mialam na mysli tzw mainland Europe, w odroznieniu od isle Euopre, czyli Anglii.

Za 20 minut zaczynam kurs. Smiesznie. Poraz pierwszt na CIMA nie umiem nic bo sie nie przygotowalam. Bo rpaca, dom te sprawy ... He.

Zaczynam myslec o wakacjach.

09:40, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 marca 2007
Z lotniska w Wiedniu

Europa to Europa jednak. Tu internet jest za darmo na lotnisku. Milo.

Spotkanie wypadlo zaskakujaco dobrze. Moj nerwowy poddawany sprawdzaniu manager okazal sie zachwycony, ale zeby bylo tego malo 15 minut nadawal mojej szefowej, jak to wreszcie genialnie mu sie bylo poddac audytowi. Jesli mozecie sobie wyobrazic jak slychac czyjes zadziwienie przez telefon, to wlasnie tak brzmiala moja szefowa. Totalnie zagubiona co sie dzieje :) Spotkanie trwalo wszystkeigo 3 godziny. Przy czym moja szwedka rozlaczyla sie po 2ch i zostawila  mnie z austriakiem sam na sam. O dziwo,a moze juz nie o dziwo dla mnie, w ciagu 15 minut przeslimy przez pozostale kwestie, a mozecie mi wierzyc bylo ich ilosciowo i jakosciowo tyle samo co omowionych przez pierwsze 2 godziny i pozostaly czas poswiecilismy na nadzwyczaj mila rozmowe o audytach, roznicach kulturowych, firmach, zwyczajach, wsiceklych blizniakach na czelel Polski itd. Uscisk reki jaki Herwig zafundowal mi na koniec byl jak kowadlo. Matko kochana, przezylam...!!!!

Kierowca czekal na mnie godzine, bo mu sie poprzestawialo na ktora sie ze mna umowil... mily facet, dalam mu zarobic :)

Dzieki temu, ze zaplanowalam sobie ten dzien porzadnie (jednak to sie przydaje kurcze) to mialam czas i zakupy na lotnisku zrobic, i zjesc i odpoczac i teraz moge siedziec i pisac do Was. Jednak czasem cos sie moze udac.

O wiele lepiej mi teraz jak juz jestem po, jednak trzeba sie z ludzmi nieco zadzierzgnac, zaznajomic, zrozumiec ich i niestety wyprobowac siebie. Nie ma niczego bezbolesnie. Kosztowalo mnie to sporo stresu i troche ryzyka. Ale generalnie chyba mam jednak wyczucie, ktore dosc mocno tepieje, gdy jest gdzies wokol moja szefowa... :) Jakos jej nie moge wyczuc. Nie wiem jeszcze czemu, ale NA PEWNO gdzies jest ten klucz i go znajde. Nie ma bata.

Ciekawe jest rowniez to jak nie-anglicy postrzegaja anglikow i Anglie in general. Czy to szwed, wloch czy austriak wszyscy maja zadziwiajaca zbiezne opinie. O czystosci, o podejsciu milym i nijakim, o dystansie, o procedurach, o klapkach na oczach, o tym ze falszywie rozumiana jest tolerancja, bowiem wynika ona z totalnego lekcewazenia wszystkiego poza samym soba, o jedzeniu, drogach i takich tam.

Sciskam i do wkrotce. Mam nadzieje, ze juz od tego weekendu bede miec internet. God bless BT :p

19:23, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
stressssssss

Za chwile mam swoj pierwszy wlasny exit meeting.

Stres jak dawno nie.

Jakby nie bylo - dzis wieczorem bede w ... domu.

13:54, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 marca 2007
Wiedenski poniedzialek

Weekend byl ekstremalnie mily. Poza incydentalnymi 10 godzinami poswieconymi na CIMA ;)

Odnalezienie w Anglii marketow i centrow handlowych wymaga duzo samozaparcia i internetu. Inaczej mozna sie ograniczyc do slepego trafu i sklepu za rogiem. Odnalezienie i dojechanie do IKEA ( Idioten Kaufen Einfach Alles) wlasnie tego wszystkiego wymagalo. Sklep IKEA przy Wembley. W zyciu bym nie wpadla, ze tak wielki sklep a nawet jeszcze ogromne TESCO mozna tak schowac. Wizyta w IKEI byla... odswiezajaca. Odnowila moje przekonanie, ze nic tam nie kupie istotnego. Nigdy. No i te tabuny polakow... po prostu jak w Warszawce. Genialne. Smiesznie jest patrzec na polaka za granica. Maja zupelnie odjechany wyglad, mnostwo tatuazy, kolczykow i sa tacy trendy... albo zupelnie oniesmieleni, ze nagle moga sobie pozwolic na to, na co w kraju niekoniecznie. No i te rozmowy : wiesz stary, kurwa, w ikeji jestem. Nieee, w londynie. No, kurwa, to wiesz, jakos bede, kurwa wiesz, na swieta no, to ten, no to wiesz, wyskoczymy gdzies jakos albo co. No nara.

Noc z niedzieli na poniedzialek. Smoalot do Wiednia liniami Austrian Airlines o godzinie 6:15. Kierowca umowiony na 4;45. Same terminy mowia za siebie. Br. Nastwiam budzik. Pakuje sie i myk do lozia. Ok 3 w nocy wierce sie w lozku. Przebudzam sie. Sprawdzam godzine, Boje sie ze zaspie. No, okolo 3, mozna jeszcze pospac. Mialam wstac o 4tej. Nagle wybudza mnie na rowne nogi dzwonek do drzwi. Nie wiem jeszcze jak ale wiem ze zaspalam. Kierowca...!

- 5 minutes...!

NIGDY PRZENIGDY nie bylam gotowa do wyjscia w 3 minuty + 2 na zamkniecie drzwi i zejscie na dol. Boszzz,... dopinalam sie w samochodzie :p

Na lotnisku MASAKRA. Tlok idiotyczny. Kolejka do odpray trwala do 6tej. Security check... w zyciu nie widzialam kolejki ktora ciagnie sie przez cala hale odpraw i zakreca 5 cholernych razy!! Przerabane. W koncu wywoluja mnie przez megafony i wreszcie moge sie przebic do przodu. Smiesznie.

Lece business class. Pierwszyu raz, bo nie bylo juz miejsc w ekonomicznej a cena za przelot nie robila juz i tak roznicy nawet jak bylo jakies miejsce w ekonomicznej to kosztowalby tyle samo. Milo. Sniadanko. Lot sie opoznia godzine.

W rezultacie:
- wszystkiemu winna zmiana czasu z zimowego na letni- o ktorym nie mowi sie w radiu bo po co, a tv nie mam bo wiadomo czemu (czekam na kolejna wizyte TV licensing :)) juz mnie postraszyli kara :)) a niech se szukaja tego tv co go nie mam :))

- gdyby nie kierowca, to mialabym klopotow wiele

- gdyby nie zmiana strefy czasowej, to mialabym godzine w zapasie ... a tak, well,

- to samo z opoznionym lotem.

A na dobranoc dwa spostrzenia:

- probowaliscie kiedys rozmawiac po niemiecku, robic notatki po angielsku a myslec po polsku (mozna wybrac dowolne jezyki jakie sie zna i sobie podstawic - to dopiero jest wyzwanie...)

- widok z okna:

22:33, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 marca 2007
MoveOne(ce) 2

Skubance odpisaly: (cytuje)


"1. Co do ilosci przetransportowanych elementow to wg dokumentow zaladowczych i rozladowczych wynika, ze ilosc paczek zaladowanych jak i rozladowanych wynosila 101. Ciezarowka byla pakowana pod Pani domem w Warszawie i rozpakowywana pod domem w Anglii. Zadnego zaginiecia wg nas nie bylo.
Jezeli jednak twierdzi Pani, ze zaginely jakies rzeczy to prosze o oswiadczenie i dokladna liste zaginionych rzeczy. Prosze o oswiadczenie w wersji angielskiej, ktore zlozymy przy pomocy naszego agenta w Wielkiej Brytanii na Policji jako doniensienie."

To sie nazywa profesjonalne podejscie - wmawiac klientowi, ze klamie. No. Z policja brytyjska do czynienia jeszcze nie mialam. Nie odpuszcze. Jeszcze nie. Niestety mam racje.

14:43, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2

Moje Zdjecia - NOWA GALERIA


View Dorota Szymanska's profile on LinkedIn
Zobacz mnie na GoldenLine


Locations of visitors to this page

Add to Technorati Favorites


Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes