RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009
To wszystko jest takie bez sensu
Dzis jest taki dzien w ktorym chcialabym rozedrzec wszystkie swoje rany, wydrapac wnetrze do dna i przestac miec jakiekolwiek uczucia. Te co mam sie zdewaluowaly, zmarnowaly i zdechly jak zaszczuta zwierzyna lowna. Chcialabym nie miec marzen, chcialabym nie miec i nie czuc nic. Nie wiem czy tak jest prosciej, ale przynajmniej nic by mnie juz nie bolalo.

Nie oczekuje wspolczucia. Kupilam dyktafon. Kiedys mowilo sie ze papier wszystko zniesie.
04:49, dszymanska
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 kwietnia 2009
Pierwsze spojrzenie na Havane
I troche zdjec do pierwszego odcinka o Havanie...










12:15, dszymanska
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 kwietnia 2009
Kuba - poczatek

Wyobraz sobie kraj, w ktorym nie ma internetu, ale mozesz wyslac poczte elektroniczna. Wyobraz sobie kraj, w ktorym telefon komorkowy jest dobrem szczegolnym dostepnym dla niektorych co ‘sprytniejszych’ obywateli. Wyobraz sobie kraj, w ktorym chleb, ryz i zapalki sa racjonowane. Wyobraz sobie kraj, w ktorym wylaczaja prad w ramach oszczednosci a wode pije sie z deszczowki. Wyobraz sobie kraj, gdzie obowiazuja zapisy na przejazd pociagiem i czeka sie na taka wyprawe tygodniami, miesiacami. Wyobraz sobie kraj, gdzie nie ma absolutnie zadnej wlasnosci prywatnej. Wyobraz sobie biegajace boso dzieci po ulicach miast bez kanalizacji. Wyobraz sobie...

 

Czy juz wiesz jaki to kraj?

 

Czesc pierwsza – Hawana.

Kuba wita odartym z jakiejkolwiek osobowsci lotniskiem. Ciesze sie, ze opuscilam juz fatalny i obrzydlowy samolot Air France’u. Nigdy wiecej francuskich lini lotniczych – brud, smrod i okrutna niewygoda. Sztywno i surowo patrza na mnie sluzby graniczne gdy przechodze przez odprawe paszportowa gdzie robia mi zdjecie i wydaja wize, ktorej lepiej nie zgubic. Na lotnisku dowiadujesz sie ze nie ma zadnych autobusow donikad i trzeba brac taksowki za jakies szalencze pieniadze w walucie ktora mozesz nabyc w jednym slusznym punkcie wymiany walut wlasnosci oczywiscie rzadowej. Podchodzic mozna tylko pojedynczo – kazde okienko obstawione sluzbami mundurowymi. Cuban Convertible Peso sa mniej wiecej warte tyle ile dolary amerykanskie. Niewazne ze Cuban Peso sa waulta miejscowa – jako turyscie nie wolno mi jej posiadac ani jej uzywac. Tyle ze bez niej... No nic, trzeba sie pokrecic i popatrzec.

 

Jest ciemno, wieczor. Wraz z napotkanymi francuzami zrzucamy sie na taksowke do miasta. Wielka terenowa z tak czarnymi szybami ze ma w niej powycinane tylko paski na oczy i mrozaca przeplyw krwi zylach klimatyzacja tylko daja niejasne poczucie jak tam bywa goraco. Jedziemy dosc dlugo, 40 minut. Wszedzie raczej ciemno, pojedyncze swiatla. Zaczynam dostrzegac wylaniajace sie nagle znikad postacie na uliacach, stojace w parach, grupach, stadach. Jakby na cos... czekajace. Pierwsze wrazenie: matko kochana jak ja sie ciesze ze nie wynajelismy samochodu...! Nie ma pasow, nic nie widac, i te samochody... to to moze jeszcze...?! jezdzic?!

 

Dojezdzamy na miejsce. Moje zrenice czarne od wpatrywania sie w ciemnosc. Widze budynki... widze ulice... jeszcze nie wierze wlasnym oczom. Nasz kontakt okazuje sie istniec i czekac na nas. Ernesto, z ktorym wymienilysmy dwa maile okazuje sie byc jedynie skrzynka kontaktowa i wiezie nas na sasiednia ulice, gdzie bedziemy mieszkac przez nastepnych kilka dni. Ma samochod, co dopiero po kilku dniach stwierdze, ze jest standardowe dla lekarzy za specjalne zaslugi... Jego samochod to okrutnie stara Lada...

Wchodzimy poschodach do kamienicy, przy wejsciu wita nas tlum i harmider wielu, bardzo wielu dzieci...

- Zamykac drzwi i nie chodzcie nigdzie po nocy. Bienvenidos!

Jasne. Ernesto zegna sie. Nasze bagaze domownicy gdzies wynosza (potem sie okazuje ze do naszego pokoju gdzies w drugiej czesci mieszkania). Dostajemy mocna i dobra kawe i nasza gospodyni, pani po 40tce, bardziej rozebrana niz ubrana wylania sie sposrod gawiedzi w mieszkaniu.

- Soy Teresa – i zaczyna nawijac po hiszpansku. Ayudo?

Powolutku, mieszanina hiszpanskiego, wloskiego i angielskiego dowiadujemy sie co i jak. Ze maz, ze dziecko, ze przyjaciele, ze goscie, lazienka, woda, sniadanie... Kreci mi sie w glowie od tego wszystkiego. Marze o papierosie i zimnym piwie. Jedno i drugie pozostaje w marzeniach. Nie ma piwa. Nie wychodzic, bo niebezpiecznie.

 

Pokoj nie ma okien. Ma drzwi na maluskie patio, gdzie urzeduje mini domowej roboty bojler gazowy dzieki ktoremu mamy cieplo wode. Klimatyzator jest wepchniety tam gdzie powinno byc okno na inne patio. Pietro nizej dra sie dzieci – jak sie potem dowiem jest ich tam 19oro... z jednej matki, nie wiem ilu ojcow. Tak co noc – gdyby nie zatyczki do uszu nie spalabym w ogole.

 

Dobranoc.
15:17, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 kwietnia 2009
Wrocilam...na chwile
Kuba to zupelnie inny swiat. ZAbieram sie do przegladania i katalogowania zdjec i opisania wam moich przygod...

AHA - BARDZO WAZNE! Wygralam poraz kolejny z brytyjska demokracja i nie bede placila mandatow ktore mi wlepili za rzekomo niewlasciwe parkowanie. Tadam :)


17:21, dszymanska
Link Dodaj komentarz »

Moje Zdjecia - NOWA GALERIA


View Dorota Szymanska's profile on LinkedIn
Zobacz mnie na GoldenLine


Locations of visitors to this page

Add to Technorati Favorites


Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes