RSS
czwartek, 31 maja 2007
Brighton - ludzie

23:54, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
Zdjecia z Brighton - plaza

Plaza w Brigthon

:)

Plaza...

Brighton Pride :)

Hotele przy plazy

Knajpki przy plazy

23:48, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2007
Dlugi (3dniowy) weekend w strugach deszczu nad morzem w UK

Chce mieszkac w Ameryce, ale nie wiem czy chce pracowac z Amerykanami. Chwilowo mam ich po dziurki (dowolne).

Koncze audyt (zasadniczo) ale nie moge go skonczyc bo spotkanie podsumowujace trwalo 2,5h i na wszystko bylo NIE. My wiemy lepiej. Jeszcze najlepsi i najbardziej pewni siebie (podwojnie bo amerykanie) konsultanci na swiecie (i nie jest to DBC) byli po prostu cudowni! Pomyslec, ze kiedys chcialam w tej firmie pracowac!! Na szczescie ta ochota trwala krotko.

Wreszcie nadszedl dlugo wyczekiwany weekend nad morzem. Brighton wyobrazalam sobie jako szczyt brytyjskosci, jakiejs elegancji. No cos klasycznego w stylu. Okazalo sie, ze jest brudnym miastem z plaza przy ulicy smierdzacej od spalin i braku toalet publicznych i na dodatek kamienista. Ma molo na ktorym jest namiastka kasyna (w ktorym na dodatek oszukuja i to normalnie na widoku – o tym zaraz) na miare Las vegas – choc do Vegas piet nawet nie dostaje. A na koncu mola jest jakies plastikowe miasteczko wesole wiec nawet nie mozna stanac sobie na koncu i popatrzec w morze no chyba ze z wysokosci roller coastera ale raczej nie patrzy sie wowczas na morze w ten sposob... Drugie molo jest wrakiem ktory wystaje z morza i wyglada jak sceneria do filmu Wodny swiat Kevina Costnera albo innego Resident Evil’a. Spalil sie biedaczek, a teraz stoi jako Brighton Pride. Oszalec mozna.

Jedyna pozytywna strona Brighton to mnostwo klubow i knajpek i barow gdzie graja na zywo i nie tylko, mozna sie napic cider’u i jeszcze popalic. Od 1 lipca na wyspach nie bedzie mozna palic w miejscach publicznych. Po ulicach snuja sie mlodzi, nieestetyczni ludzie, zazwyczaj jacys niedomyci i niedprani (i ja sie jeszcze dziwie...) a wieczorami swieca gwiazdy – przemalowane panny w krotkich spodenkach na grubiutkich udkach i obcisle bluzeczki na tlusciutkich brzuszkach, sten’s and hag’s czyli wieczory panienskie i kawalerskie bombardujace rechotem i glosna zabawa nie zawsze zrozumiala dla patrzacego z zewnatrz.

No i wszedzie Polacy w obsludze. W hotelu, w bufecie, w knajpie, w barze, na molo, na spacerze... Polski sklep i polskie piwo.

W kazdym razie, w moim hotelu (hoteliku raczej) byl bar. Bar na dodatek byl naprzeciw mojego pokoju. Moj pokoj z widokiem na morze – trzeba bylo stanac w odpowiednim miejscu w pokoju to sie widzialo morze... – byl na parterze obok wejscia na przeciw baru wlasnie. I co chwile slyszalam dzwonek do drzwi, bowiem ze wzgledow bezpieczenstwa wejscie bylo zamykane. A ze zapominalscy wylazili bez kluczy to ciagle ktos sie dobijal. Zwlaszcza noca jak wracali z hulanek...

Ale wracajac do baru. W barze byl przemily pan. Robert. W wieku starszym, z siwa broda i nieskazitelnym angielskim oraz wyszukanymi manierami. Kompletnie nie pasowala mu dzinsowa koszula sprzed kilku dni ani to miejsce, ale uroczo bylo siedziec w tym malusim pomieszczonku i sluchac go. Zwlaszcza jak w uroczy i kulurlany sposob kasowal halasliwe towarzystwo z Australii, ktore ledwo sie wtoczylo do baru i rozprawialo ze wszystkimi obecnymi o pogodzie, wojnie w Iraku, uniwersytetach w Brisbane i chamstwie linii lotniczych ktore nie pozwalaja na wiecej niz 20kg bagazu jak sie nie jest snobem oblatywaczem.

Pogoda... Wyobrazcie sobie jak to po kilku tygodniach ciezkiej nauki pkanujecie swoj dlugi weekend. Wszedzie sloneczko a ty sie uczysz czlowieku i marzysz ze to juz za kilka dni... Taaaa....

Najpierw byl forecast, ktory mowil, ze w niedziele bedzie lalo ale sobota i poniedzialek beda znosne. Potem juz przestalam sluchac. Nastawilam sie na PLAZE, MORZE i SLONCE. Okazalo sie, ze bylo jakies moze 12-14 stopni, deszcz z niewielkimi przerwami, zawieje deszczowe, urwanie chmury, nawalnica, wiatr zginajacy kolana... Pamietacie taka reklame piwa Dog in the fog? Jak dwoch panow sie trzyma latarni? No, to mniej wiecej wlasnie tak wygladal moj weekend.

W niedziele mialam mokro w butach, chlupalo mi jak szlam, spodnie zimne i przyklejone do lodowatych i mokrych nog i wieczorem % litrami zeby sie rozgrzac w hotelowym barze i okolicznych. Tak sie skonczylo ogladanie White Cliffs. Pamiatkowe zdjecie i obietnica ze ja tu jeszcze wroce...! W poniedzialek juz mialam dosc – wsiadlam w samochod, zapuscilam satnava coby mnie choc ciekawa droga poprowadzil i ziu do domu.

A w domu halas jak skurwysyn. Jakas impreza w sasiadujacym parku i nawalalo mi przez cale popoludnie az do wieczora jakims reggae. I na dodatek jest to ten rodzaj muzyki ktorego niekoniecznie trawie... Radosnie, nie ma bata.

A dzis na niebie blekit a ja za biurkiem. Zemsta jakas nietoperza chyba.

Zagladajcie - wkrotce zdjecia z tego weekendu :)

18:36, dszymanska
Link Dodaj komentarz »
TopCima - jak bylo

Kiedy czlowiek idzie na egzamin to sie nastawia jak na wojne. No dobrze, kiedy JA ide na ezgamin to sie tak szykuje. Zbroja + pancerzyk, treningi przed walka, focus na zwyciestwo, sila spokoju i koncentracja, pobudki w srodku nocy zeby cos przetrenowac bo sie przypomnialo we snie, scenraiusze przecwiczone. Jednym slowem - pelna mobilizacja.

Zazwyczaj tego samego wymaga sie od wroga, bo inaczej jaka bylaby frajda z walki? Tak ot, wygrac bo wrog nawalil i olal sprawe, albo nie daj boze w ogole zdziadzial? To co to za radocha z takim sie scierac?!

No wlasnie. 12 w poludnie targetuje pociag do Londynu. Ostatni mach, nastepny papieros za kilka godzin. Litr wody. Tyle.

Docieram bez problemu. Jak sie okazuje Porchester Hall gdzie mialam pisac egzamin to stara biblioteka z marmurami i takim nastrojem mrocznego horroru z wampirami. Jest jeszcze chwila, rozgladam sie po ludziach. Zasiadam na szczycie schodow. Na razie pojedyncze osoby wchodza i wychodza. Po chwili zaczyna sie zapelniac. Obok mnie hindusi spieci, wparzeni w sciane naprzeciw. Przede mna na schodku murzyn w nonszalanckim kaszkiecie, pietro nizej z olowkiem za uchem typ przebojowego krykiecisty, pognieciony playboy przeszukuje kieszenie w koncu wyciaga wymemlane admission advice, pulchna kobietka smaruje cos nerwowo na kartce na podlodze. Dziewczyna o mocnych azjatyckich ruchach w zawadiackich kozakach tarasuje wlot do sali. Z drugiej strony dopelnia ten zator typowa brytyjka w za krotkiej spodniczce w zielone grochy i ledwo czyms  na reszcie ciala. Usmiecham sie. Idealny przekroj. Panuje idealna cisza. Na korytarzu.

W koncu nas wpuszczaja. Dopiero teraz zdaje sonie sprawe ile ludzi pisze dzis egzamin w samym Londynie. Jest jeszcze z szesc innych centrow poza moim a w tym tu jest jakies 300 osob. Ua.

Niewygodne male pojedyncze laweczki  i skrzypiace krzeselka. Inviglators w wieku mocno emerytalnym sprawdzaja ID, kieruja ruchem do skladowiska plecakow, upominaja, mowia ze mozna miec plecaki za chwile ze nie mozna. Zeby jednak wziac telefony i portfele. Ale polozyc je pod krzeslem a nie na stoliczku. W ostatniej chwili przypomina mi sie, ze nie wzielam linijki z plecaka. Lece na drugi koniec audytorium do skladowiska. Jest. Wracam.

Jest 13:40. Zaczynamy. Potem pojde na chinszczyzne i decent beer :)

Dla tych co pytaja jak mi poszlo - odpowiedz jest nastepujaca. Albo jestem genialna i fakt, ze skonczylam 30 minut przed czasem gdy na wszystkich mockach ledow starczalo mi czasu tylko to potwierdza, albo kompletnie pomylilam sens tego egzaminu bo mam wrazenie, ze wiele rzeczy mi umknelo po prostu. Zobaczymy w ... lipcu? Nie wiem i nie chce wiedziec kiedy. Same mnie znajda te wyniki.

18:35, dszymanska
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 maja 2007
TopCima
Za 30 minut wychodze na egzamin. Stresik.
11:59, dszymanska
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2

Moje Zdjecia - NOWA GALERIA


View Dorota Szymanska's profile on LinkedIn
Zobacz mnie na GoldenLine


Locations of visitors to this page

Add to Technorati Favorites


Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes